Nie da się ukryć, że zawartość naszej szafy jest mocno zdeterminowana przez klimat, w którym żyjemy. Wraz z porami roku zmieniają się nie tylko fasony ubrań, lecz także materiały, kolory i dodatki. Pod koniec jednego sezonu, wiele osób niecierpliwie wypatruje nadejścia kolejnego. We wrześniu z ekscytacją oglądamy botki, szale, kamizelki i płaszcze z najnowszych kolekcji, z kolei w marcu mamy ich serdecznie dość (nasze myśli wędrują do lekkich sukienek, topów oraz sandałków)!

Przez zmiany pór roku w naszej garderobie można zauważyć wyraźny podział na:

  • ubrania i dodatki wiosenno-letnie
  • ubrania i dodatki jesienno-zimowe
  • ubrania uniwersalne, noszone cały rok (koszule, dżinsy, bluzy, itp.)

Możecie zapytać, co w tym złego?  Oczywiście nic, jest to całkiem naturalne 🙂

Do napisania posta o noszeniu letnich ubrań w zimie zainspirował mnie fragment książki Marie Kondo „Magia sprzątania”. W rozdziale o porządkowaniu ubrań Marie zachęca, żeby (w miarę możliwości) nie rozgraniczać ich na sezony. Autorka ma tu głównie na uwadze oszczędność miejsca oraz czasu, ja natomiast postanowiłam podejść do sprawy od strony stylizacyjnej. Zresztą, nie oszukujmy się – w Polsce jest zdecydowanie więcej dni chłodnych, niż tych bardzo ciepłych „typowo letnich”. Dlaczego więc Wasze ubrania i dodatki mają tyle czasu leżeć w kącie? Wybrałam kilka zeszłorocznych letnich trendów, i spróbowałam przystosować je do zimowej aury. Będą to: sukienki i bluzki z odkrytymi ramionami, spodnie o długości 3/4 oraz torebki-kosze. W poście znajdziecie nie tylko moje kolaże, lecz także foto-inspiracje (na samym końcu).

Ubrania z odkrytymi ramionami

Trend związany z dekoltem typu „hiszpanka” (i różnymi jego wariacjami) był w zeszłym roku wyjątkowo silny. Jestem pewna, że spora część z Was ma coś podobnego w swojej szafie. Teoretycznie wystarczy na taką sukienkę/bluzkę narzucić kardigan, i sprawa załatwiona, dla mnie jednak takie rozwiązanie nie jest zbyt atrakcyjne. Po pierwsze, przy niższych temperaturach nie zapewni nam ciepła, a po drugie zakrywa wszystko to, co dana bluzka/sukienka ma w sobie ciekawego. Ja zaproponuję Wam dwa inne zestawienia, i  pewnie nie każdemu przypadną do gustu, ale może chociaż zainspirują Was do samodzielnego kombinowania. Przede wszystkim, chcę skupić się na rzeczach zakładanych POD spód, a nie NA wierzch.

Opcja pierwsza to golf: zwykły, jednolity, i co bardzo ważne – dopasowany(!!!). Nie mam tu na myśli golfów typu „sweter” albo oversize, lepsze będą raczej o te cieńsze i lżejsze, bawełniane lub wiskozowe. Odważniejsze z Was mogą rozważyć koronkowe body-golf. Jeżeli chodzi o kolorystykę, z białymi i beżowymi trzeba bardzo uważać, natomiast popielate, grafitowe i czarne powinny być strzałem w dziesiątkę! Wszystko oczywiście zależy od koloru rzeczy, pod którą założycie golf.

 

Opcja numer dwa to koszula, jednak ona lepiej sprawdzi się pod bluzkami, niż pod sukienkami. Najkorzystniej będzie wyglądała w połączeniu z ubraniami luźniejszymi, ponieważ guziki koszuli nie powinny odznaczać się spod spodu. Jeżeli lubicie eksperymentować, warto pomyśleć o ciekawej ozdobie pod kołnierzyk – kokardzie, naszyjniku lub przypince. Natomiast w opcji z golfem, poszłabym raczej w stronę nietuzinkowych kolczyków.

 

Podczas poszukiwania inspiracji do napisania dzisiejszego posta natknęłam się na wiele ciekawych rozwiązań i połączeń. Szczególną uwagę zwróciłam na kobiety noszące hijab, ponieważ w warstwowym ubieraniu się są one prawdziwymi mistrzyniami! Czy jest tu takie rozwiązanie, które same byście chętnie wypróbowały?

Już wkrótce na blogu pojawi się druga część wpisu, w której skupimy uwagę na spodniach o długości 3/4 oraz torebkach-koszykach. Nie przegapcie! 😉

Udostępnij:
Autor: Diana Bryg-Opido
Jestem osobistą stylistką, personal shopperem oraz makijażystką. Pracuję przy sesjach zdjęciowych, a także zajmuję się zagadnieniami z dziedziny kreowania wizerunku, etykiety, dress-code i slow fashion.